Podróżowanie 

Naszą podróż zaplanowaliśmy na długi weekend majowy. Prawdę mówiąc nie był to najlepszy termin, ale przekonaliśmy się o tym dopiero na miejscu. Kwiecień i maj to czas ulewnych deszczy i lawin. I choć temperatura sprzyja zwiedzaniu to często deszcz lub zachmurzenie psuły nam plany. Nie mówiąc o śniegu, który w zasadzie uniemożliwił dojazd pod Aragats. Podobno najlepszy termin wyjazdu to wrzesień albo czerwiec. 

Na terenie Armenii najszybciej i najwygodniej można poruszać się marszrutkami. Rozkład jazdy dostępny jest na www.armeniainfo.am i w zasadzie siatka połączeń jest bardzo gęsta. Mieliśmy również kilkakrotnie okazję jechać autobusami, ale te są mega stare, z reguły na gaz, poruszają się bardzo wolno, a ja często miałam wrażenie, ze nie dadzą rady podjechać pod górę. 

Natomiast pociągi pamiętają jeszcze czasy stalinowskie, kursują jedynie na 2 liniach i poruszają się żółwim tempem. Przykładowo czas przejazdu z Erewania do Tbilisi pociągiem wynosi ok. 16 godzin, zaś marszrutką 6-7 godzin. Warto dodać, że pociąg w jedną stronę jeździ w dni parzyste, w drugą w nieparzyste (bo to ten sam skład). 

Kolejna opcja poruszania się to taksówki – relatywnie tanie, zwłaszcza jeśli podróżuje się na długich dystansach. Przykładowo przejazd z Garni do Geghard to koszt 1000 dram. Zawsze można dogadać się z taksówkarzem, który przewiezie, poczeka a jeszcze chętnie coś opowie. Co do bezpieczeństwa takich podróży to się nie wypowiadam: trzeba mierzyć ichnią miarą. Taksiarze lawirują jak węże miedzy autami, grzeją na maksa i jeszcze kombinują, żeby jak najdłużej jechać na luzie. Poza tym w autach najczęściej nie ma pasów bezpieczeństwa – wyrywają je zaraz po zakupie, argumentując: Po co komu takie pasy.. 

Język 

Język ormiański należy do rodziny indoeuropejskiej, stanowiąc w niej samodzielną gałąź. Używa go ok. 5 mln Ormian zamieszkujących głównie Wyżynę Armeńską. Alfabet składa się z 38 liter i został opracowany w V w. przez duchownego Mesropa Masztoc. Kształt nielicznych liter nawiązuje do greckich, jednakże większość to oryginalne dzieło Mesropa. W powszechnym użyciu jest na szczęście język rosyjski, zwłaszcza wśród starszego pokolenia. Jednak wszelkie napisy na ulicach, sklepach w metrze itp. napisane są po ormiańsku – w nielicznych miejscach można napotkać dodatkowe napisy w łacińskim alfabecie. Fakt faktem trudno się do tego przyzwyczaić, nie mówiąc już o przeczytaniu czy powiedzeniu czegokolwiek. 

Oto kilka podstawowych słów, wg mnie niepodobnych do niczego: 
Tak - ayo 
Nie - votch 
Dziękuję - shenorhagal em 
Przepraszam - neroghoutioun 
Dzień dobry - barev dies 
Nie rozumiem - Yess tchem hasgenar 

Noclegi 

Problemów ze znalezieniem noclegu w zasadzie nie mieliśmy, aczkolwiek byłam zdziwiona, że np. nikt nas nie zaczepiał na dworcach oferując nocleg. Może wynika to z faktu, że byliśmy przed sezonem. Rozpiętość cen dość znaczna – od 2,5 tys. dram/os. do 7 tys. dram/os. Standard też pozytywnie nas zaskoczył (po doświadczeniach na Krymie)– wszędzie czyściutko, toaleta nas miejscu, woda wg rozpiski. Armenia cierpi na chroniczne problemy z bieżącą wodą, stąd jest ona reglamentowana –zazwyczaj dostępna przez 2-3 godziny rano i wieczorem. 

Oto gdzie spaliśmy:

  • Erewań, za friko u przemiłej Any z www.hospitalityclub.org 
  • Erewań, hostel Envoy, 54 Pushkin Ave, info@envoyhostel.com 
    (7 tys. dram/os. – super standard, ale drogo) 
  • Erewań, Gayane: emerytowana profesor ASP (bardzo niemiła), Sayat Nova 5/22 (8 tys. dram/2 os.)
  • Sewan, hotel ERKAT na półwyspie (10 tys. dram/4 os. - genialny widok z okna, nad samym jeziorem, czysto i przyjemnie).

Wizy 

Niestety w Armenii obowiązują wizy dla Polaków. Koszt takiej wizy zakupionej w ambasadzie Armenii w Warszawie wynosi 50 USD, natomiast na lotnisku – 30 USD. Wiza ta ważna jest 30 dni i umożliwia jednokrotne przekroczenie granicy. Stąd planując wypad do Gruzji trzeba wliczyć sobie do kosztów podróży kolejną wizę wjazdową. Można tez kupić za 20 USD wizę tranzytową, która jest ważna przez 3 dni. Kolejna zła wiadomość to... opłata wyjazdowa. Na lotnisku tuż przed odlotem samolotu pobierają kolejne 30 USD haraczu (air passenger exit duty - obok dowód), na dodatek na zeszłorocznych blankietach. Oczywiście próbowaliśmy się wymigać od płacenia, ale na marne.