|










|
|

Podróżowanie po Czarnogórze jest bardzo czasochłonne. Choć kraj jest malutki, to drogi wąskie i bardzo kręte.
W związku z tym jazda - zwłaszcza po górskich terenach - zajmuje dużo czasu. Poza tym stanowi nie lada przeżycie – kierowcy jeżdżą brawurowo,
a ja co chwilę miałam wrażenie, że za moment zlecimy z jakiejś przełęczy. Mieszkańcy mają zwyczaj ostrzegać klaksonem, ze zamierzają wyprzedzić samochód.
Również trąbią na każdym ostrym zakręcie, ostrzegając jadących z przeciwka. Wynika to z faktu, iż w Czarnogórze są bardzo wąskie drogi -
mimo tego kierowcy jeżdżą bardzo brawurowo. W prawdzie na drogach jest dużo policji, ale poluje ona jedynie na obcokrajowców (jak przekonaliśmy się
na własnej skórze).
Choć ludność mówi językiem serbskim, to trwa nagonka, aby w konstytucji nazwać go czarnogórskim (choć w zasadzie niczym się od serbskiego nie różni);
Fakt faktem nie ma problemów z porozumieniem – można spokojnie się dogadać po polsku, czasem posiłkując się rosyjskim. Gorzej z czytaniem –
Czarnogórcy posługują się cyrylica. Jednakże większość napisów w miejscach publicznych jest pisanych alfabetem łacińskim.
Nie ma dużych problemów ze znalezieniem dobrego noclegu. Na dworcach jest mnóstwo naganiaczy, którzy oferują pełna gamę noclegów,
w zależności od wymagań i zasobności kieszeni. Przykładowo we wrześniu 2006
r. można było znaleźć nocleg w Budvie już za 5 EUR za pokój dwuosobowy z tarasem
i widokiem na morze (sic!). Przy czym należy pamiętać, że miejscowi niechętnie biorą turystów na 1-2 noce. Ale na wybrzeżu nie warto co chwilę zmieniać zakwaterowania –
takie miejscowości jak Budva czy Bar mają doskonałe połączenia z zabytkowymi miejscowościami.

|