Podróż zaplanowaliśmy na długi weekend majowy. Prawdę mówiąc nie był to najlepszy termin, ale przekonaliśmy się o tym dopiero na miejscu. Kwiecień i maj to czas ulewnych deszczy i lawin. I choć temperatura sprzyja zwiedzaniu to często deszcz lub
śnieg psuły nam plany. Nie mówiąc o lawinach, które w zasadzie odcięły powrót z Kazbegi. Podobno najlepszy termin wyjazdu to wrzesień albo czerwiec. Choć w tym roku w czerwcu było sporo powodzi.
Na terenie Gruzji najszybciej i najwygodniej można poruszać się marszrutkami, a siatka połączeń jest dość gęsta. Sama podróż po gruzińskich drogach jest przeżyciem. Drogi – choć dość szerokie – są koszmarnie dziurawe, stąd auto co chwila lawiruje między dziurami. Często zdarza się, że jedzie pod prąd, bo na jego pasie są cały czas dziury. Lepiej nie obserwować w takich momentach drogi, bo można nieźle się przestraszyć.
Pociągi pamiętają jeszcze czasy stalinowskie, kursują jedynie na kilku liniach i poruszają się żółwim tempem. Przykładowo czas przejazdu z Tbilisi do Erewania pociągiem wynosi ok. 16 godzin, zaś marszrutką 6-7 godzin. Warto dodać, że pociąg w jedną stronę jeździ w dni parzyste, w drugą w nieparzyste (bo to ten sam skład). Mieliśmy okazje jechać pociągiem z Gori do Tbilisi i zdecydowanie nie polecam. Pociągami w Gruzji jeżdżą najbiedniejsi, jako ze jest to najtańszy środek transportu. Poza tym i tak nikt nie kupuje biletów, a jedynie daje w łapę konduktorowi.
Kolejna opcja poruszania się to taksówki – relatywnie tanie, zwłaszcza jeśli podróżuje się na długich dystansach. Zawsze można dogadać się z taksówkarzem, który przewiezie, poczeka, zatrzyma się na życzenie po drodze, a jeszcze chętnie coś opowie. Co do bezpieczeństwa takich podróży to się nie wypowiadam: trzeba mierzyć ichnią miarą. Taksiarze lawirują jak węże miedzy autami, grzeją na maksa i jeszcze kombinują, żeby jak najdłużej jechać na luzie.
W Tbilisi zaś najlepiej jeździć metrem, które ma dwie linie o łącznej długości 26 km z 22 stacjami. Uruchomione zostało w 1966 jako czwarty system metra w byłym Związku Radzieckim. Ze względu na urozmaiconą rzeźbę terenu w mieście metro wychodzi w kilku miejscach na powierzchnię. Wagony metra kursują między 6:00 a 1:00 co 4 minuty, a w godzinach szczytu - co 2,5 minuty.
Wizy
Od 15 czerwca 2005 r. obywatele polscy korzystają z prawa do swobodnego wjazdu i pobytu w Gruzji. Dokumentem podróży uprawniającym do bezwizowego wjazdu i pobytu do 90 dni na terytorium Gruzji jest paszport ważny co najmniej
3 miesiące dłużej niż deklarowany czas pobytu.
Język
Język gruziński (kartuli) należy do południowej grupy rodziny języków kaukaskich i posiada mnóstwo dialektów. Oryginalny alfabet gruziński jest jednym z najbardziej fonetycznych systemów graficznych znanych wśród języków świata. alfabet ten - stworzony w
V w. przez Mesropa Masztoca, składa się z 33 liter.
Ormianie śmieją się z Gruzinów, że gdy przyszli do Masztoca zazdroszcząc sąsiadom ich pisma, ten rzucił makaron na ścianę i powstał alfabet gruziński.
Gruzini nie używają wielkich liter oraz w gramatyce nie ma rozróżnienia na rodzaj męski
żeński, nijaki.
W powszechnym użyciu jest na szczęście język rosyjski, zwłaszcza wśród starszego pokolenia. Jednak wszelkie napisy na ulicach, sklepach w metrze itp. pisane po gruzińsku – w nielicznych miejscach można napotkać dodatkowe napisy w łacińskim alfabecie. Fakt faktem trudno się do tego przyzwyczaić, nie mówiąc już o przeczytaniu czy powiedzeniu czegokolwiek.
Oto kilka podstawowych słów, wg mnie niepodobnych do niczego:
Tak - diach
Nie - ara
Dziękuję - gmadlob
Przepraszam - bodiszi
Dzień dobry - dila mszvidobisa
Nie rozumiem - ver gavige
Bezpieczeństwo
Mimo faktu, że wszyscy przed wyjazdem nas ostrzegali przed podróżowaniem po Gruzji, uważam że aktualnie jest tam bardzo bezpiecznie. Wiadomo, że nie należy
odwiedzać terenów konfliktowych (Adżaria, Abchazja, Osetia),
nie zapuszczać się wieczorami w miejscowe zaułki i nie kusić losu, to na pewno wszystko będzie OK.
Noclegi
Problemów ze znalezieniem noclegu w zasadzie nie było, ale też i zawsze mieliśmy jakieś namiary. Potem okazywało się, że adres wyszukany w necie pochodził np. z przewodnika Lonely Planet albo innego przewodnika niedostępnego w
Polsce (sic!). Ale zwłaszcza do większych miast ciężko jest jechać w ciemno, bo wtedy jedyna nadzieja w taksówkarzu. Zresztą nawet mając adres samemu jest bardzo trudno cokolwiek znaleźć (zwłaszcza że mapy nie ma gdzie kupić).
Wszędzie płaciliśmy 20 lari za nocleg. Przyjęliśmy strategię, że nie będziemy się bez przerwy przemieszczać, tylko mieliśmy np. bazę w Tbilisi i zwiedzaliśmy wszystko dookoła. To najlepszy pomysł bo stolica jest dobrym miejscem wypadowym. Standard nieco niższy niż w Armenii, ale wg mnie i tak w porządku.